Atak na nijmegen

Pierwsza próba

Zdobycie mostu drogowego w Nijmegen było jednym z najważniejszych celów operacji Market-Garden. Stanowił on ostatnią przeszkodę na drodze XXX Korpusu generała Briana Horrocksa do Arnhem. Dlatego też, tuż przed odlotem do Holandii generał James Gavin, dowódca 82. Dywizji Powietrznodesantowej, wezwał do siebie dowódcę 508 PPS, pułkownika Lindquista, i rozkazał mu aby zaraz po wylądowaniu, jak najszybciej, jeden z jego batalionów ruszył na most w Nijmegen. Do zadania tego wybrano 1 batalion podpułkownika Shieldsa Warrena jr. Dotarł on do Nijmegen jeszcze przed wieczorem pierwszego dnia operacji. Najpierw miał dojść do ronda, a stamtąd dopiero na południowy koniec przeprawy. W momencie, gdy wkraczał do miasta, ruch oporu dostarczył informacje o mechaniźmie zapalającym, który był podłączony do materiałów wybuchowych pod mostem. Urządzenie znajdowało się w budynku poczty. Wysłany tam pluton szybko uporał się z Niemcami, następnie wysadził w powietrze mechanizm oraz poprzecinał przewody. Jednakże zaatakowany przez Niemców musiał spędzić na poczcie aż 3 dni, zanim przybyły pozostałe siły. Tymczasem reszta batalionu powoli zbliżała się do swojego celu. Gdy doszli do parku, niedaleko mostu, zostali zatrzymani przez ogień z karabinu maszynowego i wozu pancernego. Chcieli przedostać się nad rzekę zaciemnionymi ulicami, jednak walczyło im się na nich niezwykle ciężko. Nieraz dochodziło do walki wręcz. W końcu Niemcy ostrzelali ich z działka samobieżnego. Wybuchła panika. Jednak dość szybko utworzyli, wokół nowoczesnego budynku szkoły, obronę okrężną, dzięki czemu mogli przeczekać niemiecki atak. Szeregowiec James Allardyce wspomina: Przed sobą słyszeliśmy głosy Niemców, jęki i krzyki rannych. Nie mogliśmy się zbliżyć do mostu. W końcu poszło po linii, że szkopom udało się nas zatrzymać. Zostali odcięci od mostu.

Plan

Reszta sił aliantów znalazła się w Nijmegen dopiero 19 września, po ataku przeprowadzonym przez czołgi Grenadierów Gwardii oraz 2 batalion 505 Pułku Piechoty Spadochronowej. Zaraz po wkroczeniu do miasta podpułkownik Vandervoort wysłał część swoich ludzi w kierunku mostu, jednak natknęli się oni na huraganowy ogień niemieckich dział samobieżnych, karabinów maszynowych a nawet słynnych 88-ek. Spowodowało to, że byli zmuszeni zrezygnować z dalszego natarcia. Miasto znalazło się w znacznej części w rękach aliantów, pozostawało jeszcze tylko zdobycie mostów.

Plan akcji został opracowany w przeciągu zaledwie jednej nocy. Operacją miał kierować dowódca 504 PPS, pułkownik Reuben H. Tucker. Zgodnie z założeniami 3 batalion 504 PPS, pod dowództwem 27-letniego absolwenta West Point, majora Juliana Cooka, oraz część 1 batalionu 504 Pułku Piechoty Spadochronowej majora Williama Harrisona, sforsują rzekę i zaatakują północny koniec mostu, a w tym samym czasie 2 batalion 505 PPS podpułkownika Bena Vandervoorta wsparty brytyjskimi czołgami zaatakuje jego południową część. Takie właśnie decyzje były spowodowany tym, iż generał Gavin nie chciał bezsensownie tracić, na atakach frontalnych, tak potrzebnych mu do utrzymania korytarza ludzi.

Piekielna rzeka

Problemem był brak łodzi. Mieli je dostarczyć saperzy Gwardii. Jednak na całej trasie przejazdowej do Nijmegen panowało ogromne zamieszanie, które uniemożliwiało sprawne dowiezienie ich na czas. Kolumna ciężarówek utknęła w Eindhoven, które zostało zbombardowane przez Luftwaffe, podczas jednego z ostatnich wielkich nalotów niemieckich w czasie II wojny światowej. Żołnierze cały czas czekali. Początkowo ludziom Cooka wyznaczono rejon zakładów PGEM, skąd całą operację miało obserwować dowództwo operacji, z Browningiem na czele. Jednakże uznano, że obszar ten znajduje się za blisko mostu. Stwarzałoby to zagrożenie załamania ataku już na samym jego początku. Dlatego też przesunięto ich o półtora kilometra w dół rzeki.

Minuty mijały, w końcu doszła godzina 13:00, pierwotny termin ataku, łodzi nadal nie było. Konwój ciężarówek przybył dopiero o 14:40, na 20 minut przed natarciem. Dostarczono zaledwie 26, zamiast obiecanych 33 łodzi. Dziesięć minut przed ich przybyciem (5,7 metra długości, brezentowe boki wspierane przez drewniane żebra, głębokość maksymalna 75 centymetrów) atak na niemieckie pozycje rozpoczęły Typhoony. Niecałe 15 minut później ogień otworzyło 30 czołgów 2. Batalionu Gwardii Irlandzkiej (dwie kompanie majora Tylera i majora FitzGeralda) wspartych artylerią i moździerzami 82. DPD, łącznie 100 dział ostrzeliwało nieprzyjacielskie pozycje po drugiej stronie Waal. Miały one dać, desantującym się na drugim brzegu spadochroniarzom, zasłonę dymną. Żołnierze, którzy dotąd czekali 1,5 kilometra od mostu w dół rzeki, ruszyli. Już na samym początku natrafili na ogromne problemy z wejściem do łodzi, które grzęzły w mule, wywracały się, kilka pod zbyt wielkim ciężarem zatonęło, niektóre złapane przez silny prąd kręciły się w kółko. Kapitan Carl Kappel określił to krótko: Jeden wielki bałagan. Gubiono wiosła, których i tak było mało, bo zaledwie 3 na jedną łódź. Spora część żołnierzy zamiast tego używała kolb swoich karabinów. Major Cook próbując rozładować sytuację stanął na swojej łodzi, jak kiedyś George Washington, krzycząc: Naprzód, żołnierze! Naprzód.

Do przepłynięcia mieli około 360 metrów rzeki pod ciągłym ostrzałem Niemców i pociskami własnej artylerii nad głowami. Musieli także walczyć z silnym prądem, który miejscami dochodził do 10 kilometrów na godzinę. Ci, którzy obserwowali to z brzegu zauważyli, że łodzie płyną po wodzie zygzakiem. Nie mogło to jednak dziwić, biorąc pod uwagę, że spadochroniarze nie mieli dotąd do czynienia ze sprzętem tego typu, i to na dodatek w takich warunkach.

Łodzie z załogami wylatywały w powietrze, ludzie topili się, pociski rozrywały taflę wody wzbijając w górę ogromne fontanny. Artyleria umilkła, Typhoony odleciały. To, co działo się w tym momencie na Waal, to było prawdziwe piekło. Porucznikowi Mulloyowi przypomniały się: Najgorsze chwile pod Anzio. Tymczasem podpułkownik Giles Vandeleur, dowódca 2 batalionu Gwardii Irlandzkiej, razem z generałem Horrocksem i generałem Browningiem patrzyli na ten niesamowity spektakl ze swojego punktu obserwacyjnego w budynku elektrowni PGEM. Był to straszny, naprawdę straszny widok, wspomina Vandeleur. Żołnierze instynktownie kulili się. Zasłona dymna zniknęła, co umożliwiło niemieckim artylerzystom ostrzeliwanie każdej łodzi z osobna. Słychać było tylko świst kul, krzyki rannych, szum wody, nawoływania oficerów i... modlitwę.

Ruszamy na mosty

W końcu pierwsza fala 11 łodzi z 260 ludźmi dotarła do brzegu. Na plaży rozpoczęto szybką organizację ataku. Sanitariusze biegali od rannego do rannego. Niemcy ciągle strzelali. Można było stać czekając na śmierć albo ruszyć do ataku wspominał później major Cook. Spadochroniarze, mimo ogromnego zamieszania, w małych grupkach skierowali się pod nasyp. To, co w tym momencie stało się z nimi, było czymś zarazem niesamowitym jak i strasznym. Z nieopisaną wściekłością na twarzach ruszali do przodu, strzelając w zapamiętaniu do Niemców, ukrytych za wałem. Kapitan Henry Keep mówił potem, że ...był to widok wzbudzający lęk, ale niezbyt budujący. Opanowanie grobli zajęło im 30 minut. Saperzy sześć razy przepływali Waal, aby przetransportować resztę ludzi. Musieli działać naprawdę szybko aby nie doszło do niebezpiecznego, dla spadochroniarzy Cooka, załamania natarcia. Gdy po wysadzeniu pierwszego desantu wracali po pozostałych generał Browning zwrócił się do generała Horrocksa mówiąc: Nigdy nie widziałem wspanialszej akcji. Pierwszy rzut osłaniał te działania z niedawnych jeszcze stanowisk niemieckich. Po wygonieniu Niemców zza pierwszej przeszkody major Cook razem ze swoimi ludźmi ruszył do dalszego ataku z niesamowitą furią. Po tym strasznym forsowaniu Waal musieli się jakoś wyładować. Nikt i nic nie było w stanie ich zatrzymać. Niemcy nie mieli okazji aby ochłonąć po szoku, jakiego doznali. Amerykanie naciskali coraz mocniej. Niemalże z rozpędu opanowali fort Hof Van Holland, z którego Niemcy trzymali pod ogniem najbliższą okolicę.

Kilka drużyn z kompanii I oraz H, które jako pierwsze dotarły na brzeg, po wyjściu z plaży ruszyło na most kolejowy. Niemcy stawiali zacięty opór dosłownie przez kilka minut. Jednak gdy z drugiej strony uderzyły na nich brytyjskie czołgi i spadochroniarze z 505 PPS, wpadli w panikę. Rzucali broń, ale Amerykanie nie mieli dla nich litości, zginęło około 260 Niemców. O godzinie 17:00 most kolejowy był zajęty. Ogromne zamieszanie sprawiło, że mimo, iż przekazano informację o zajęciu pierwszego celu, w dowództwie nie wiedziano, o który z mostów chodzi. Tymczasem pozostawał jeszcze tylko ten drogowy, najważniejszy. Spadochroniarze Cooka na rozkaz swego dowódcy, mimo wysokich strat, ruszyli w jego kierunku. W tym samym czasie dowódca 10. Dywizji Pancernej SS "Frundsberg", generał major Heinz Harmel, obserwował te wydarzenia z bunkra w pobliżu wsi Lent. Chciał wysadzić oba mosty, wbrew rozkazom Modela. Czekał, aż pojawią się na nim brytyjskie czołgi.

W tym samym czasie gdy 3 batalion majora Juliana Cooka podchodził do północnego krańca mostu drogowego, w Huner Park i w Valkhof, niedaleko południowego końca mostu, grenadierzy pancerni SS kapitana Eulinga ostatnimi siłami odpierali wojska anglo- amerykańskie. W końcu musieli ulec atakom 2 batalionu 505 PPS podpułkownika Vandervoorta i czołgów Grenadierów Gwardii z 2 pułku podpułkownika Goulburna. Do niedawna jeszcze bardzo silna obrona niemiecka praktycznie przestała istnieć. Droga na most stała otworem. Na to tylko czekały cztery czołgi sierżanta Petera Robinsona, 29-letniego weterana spod Dunkierki. Mimo rozpaczliwego oporu Niemców pojazdy posuwały się po nim w kierunku jego północnego końca. W czasie tego brawurowego ataku zniszczyły działo samobieżne i dwie 88-ki, stojące na przeciwległym brzegu i starające się zatrzymać Brytyjczyków. W końcu dotarli do końca przejazdu. Gdy zatrzymali się z rowów, po obu bokach drogi, zaczęli wychodzić żołnierze z 3 batalionu 504 Pułku Piechoty Spadochronowej. Byli spoceni, zmęczeni, ubrudzeni krwią, ale zadowoleni. Wchodzili na czołgi, ściskali je a nawet całowali. Kapitan T. Moffatt Burriss spojrzał się na sierżanta Johnsona mówiąc: Stanowicie najpiękniejszy widok, jaki widziałem w życiu.

Była godzina 19:15, oba mosty zajęte. Major Cook przy tym ataku stracił 134 ludzi, zarówno zabitych, rannych jak i zaginionych. Po udanej operacji generał Miles Dempsey, dowódca brytyjskiej 2. Armii, podszedł do generała Gavina ze słowami: Miło mi spotkać dzisiaj dowódcę najwspanialszej dywizji na świecie., po czym uścisnął mu dłoń.

Niemalże od razu brytyjscy saperzy sprawdzili oba mosty, usuwając wszystkie miny i przecinając druty. Zadanie zostało wykonane.

Plaża, na której lądowali spadochroniarze majora Juliana Cooka, przypominała słynną plażę Omaha z wybrzeża Normandii. Wszędzie leżały ciała martwych żołnierzy, nad którymi poustawiane stały ich własne karabiny, wbite w ziemię.

Mosty nie zostały wysadzone w powietrze, mimo, iż generał Harmel wydał taki rozkaz. Okazało się, że druty były poprzecinane. Jedna z wersji mówi, że dokonał tego, jeszcze przed brytyjskimi saperami, członek holenderskiego ruchu oporu, Jan van Hoof, który dzień wcześniej pełnił rolę przewodnika amerykańskich spadochroniarzy, gdy ci wchodzili do miasta. W trakcie walk został zastrzelony przez Niemców.

Podsumowanie

Mimo powodzenia ataku XXX Korpus nie ruszył dalej do Arnhem. Broniąca się tam brytyjska 1. DPD generała Urquharta uległa niemal całkowitej zagładzie. Spadochroniarze, którzy walczyli o te mosty z takim poświęceniem, byli wściekli, ale nie mogli już nic zrobić. Dowództwo operacji nie zdecydowało się na pchnięcie od razu w kierunku Arnhem ludzi Horrocksa ponieważ 43 DP Wessex, mająca osłaniać czołgi, była daleko w tyle za szpicą natarcia, a Niemcy skutecznie utrudniali jej dalszy marsz ku Nijmegen. Dodatkowo brak amunicji, paliwa i ciężkie walki w centrum Nijmegen, to wszystko sprawiło, że niemożliwe stało się natychmiastowe wysłanie XXX Korpusu na pomoc Brytyjczykom i Polakom.

Dzisiaj akcja zajmowania mostów w Nijmegen z 20 września 1944 roku przez 82. DPD, jest uważana za jedną z najlepszych tego typu w historii. Generał Brian Horrocks pisał później: Operacja Cooka była najlepszym i najwspanialej przeprowadzonym atakiem, jaki widziałem w życiu.

Sebastian Pawlina

Źródła

Cornelius Ryan O jeden most za daleko, Warszawa 1990
Stephen E. Ambrose Obywatele w mundurach, Warszawa 2006
George F. Cholewczynski Rozdarty Naród, Warszawa 2006
Christopher Hibbert Arnhem, Phoenix 2003