Jest to broń klasyfikowana jako karabin specjalny; podstawowy środek obrony przeciwpancernej najniższych szczebli taktycznych.
Prace badawczo – koncepcyjne nad karabinem specjalnym przeciwpancernym rozpoczęto nieco wcześniej, niż oficjalnie o tym zadecydowano. Były one ściśle tajne i wykonywane przez zespół fachowców z dziedziny balistyki, aerodynamiki, prochów, obróbki plastycznej i metaloznawstwa. Znane mnie są jedynie dwa nazwiska z tego zespołu: ppłk dr T. Felsztyn i inż. J. Maroszek. Oficjalna uchwała o podjęciu prac nad bronią tegoż rodzaju zapadła 1 sierpnia 1935 r. na posiedzeniu Komitetu do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu.
Założenia koncepcyjne przewidywały pozostawienie kalibru 7,9 mm. Odpowiednią skuteczność karabinu zamierzano uzyskać przez modyfikację pocisku oraz wydłużenie lufy. Zmodyfikowany pocisk typu SC miał zmniejszony ostrołuk, usunięty stożek tylny, wydłużoną część cylindryczną oraz zwiększony ładunek miotający w łusce. Nowy pocisk i długa lufa (aż 1200 mm, podczas gdy zwykły karabin miał 740 mm) pozwoliły na uzyskanie dużej prędkości początkowej pocisku – 1250 m/s. Jednak odbywało się to kosztem zużycia przewodu lufy już po dwudziestu strzałach. Po licznych próbach i poprawkach żywotność lufy została zwiększona do trzystu strzałów. W czasie pokazu w Centrum Badań Balistycznych w Zielonce k/Warszawy, pocisk z odległości 300 m przebił płytę pancerną grubości 15 mm, ustawioną pod kątem 30 stopni, jednocześnie wybijając otwór o średnicy niemal trzykrotnie większej od swojego kalibru. W grudniu 1935 r. Minister Spraw Wojskowych polecił wykonać próbną serię pięciu karabinów z piętnastoma lufami zapasowymi i pięcioma tysiącami sztuk amunicji (prawdopodobnie w Zbrojowni nr 2 w Warszawie). Egzemplarze miały być przekazane do Centrum Wyszkolenia Piechoty w Rembertowie w celu przeprowadzenia dalszych badań technicznych i taktycznych.
Tenże karabin był bronią powtarzalną, trójstrzałową. Lufę wyposażono w hamulec wylotowy pochłaniający około 65% energii odrzutu, co sprawiało, że odrzut w czasie strzelania był nieco większy niż odrzut karabinka. Ze względu na zużycie przewodu lufy po oddaniu trzystu strzałów, przewidziano możliwość jej wymiany w warunkach polowych. Do każdego zestawu był dołączony specjalny klucz do tej czynności oraz trzy lufy zapasowe.
Karabin miał zamek ślizgowo – obrotowy, jak powszechnie używane Mausery wz. 98, ryglowany symetrycznie przez dwa rygle umieszczone na przedniej części trzona zamkowego. Dodatkowy rygiel znajdował się w pobliżu rączki zamkowej. Kurek miał pierścień, który umożliwiał napięcie iglicy bez potrzeby otwierania zamka. W komorze zamkowej zastosowano ruchomy wyrzutnik, współdziałający z urządzeniem spustowym, a służący równocześnie jako bezpiecznik chroniący przed strzałem w niedomkniętym zamku.
Karabin wz. 35 miał jednorzędny pudełkowy magazynek wystający nieco z łoża, mieszczący trzy naboje. Przyrządy celownicze składały się z celownika krzywiznowego i prostokątnej muszki. Jednolite łoże miało chwyt pistoletowy, a na lufie umieszczona była drewniana nakładka sięgająca do komory zamkowej. Ponadto z przodu łoża mocowany był dwójnóg, osadzony przegubowo i składany w czasie marszu, który podpierał broń podczas strzelania, aczkolwiek możliwe było strzelanie bez użycia dwójnogu.
Bardzo prosta konstrukcja karabinu pozwalała na zachowanie dużej pewności działania mechanizmów, co przy osiąganej skuteczności broni stawiało ją w rzędzie najlepszych ze swojego rodzaju.
Karabin wz. 35 zatwierdzono do uzbrojenia decyzją Komitetu do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu w dniu 25 listopada 1935 r. Warto zaznaczyć, iż w dokumentach archiwalnych broń pod tym określeniem wymieniana jest najczęściej, spotyka się także inne – kb ppanc. Eksport.
Pierwsze tysiąc sztuk wojsko miało otrzymać do połowy maja 1937r. Jednak to nie nastąpiło. Dopiero w październiku rok później wojsko posiadało ponad dwa tysiące tych karabinów. W sierpniu 1939 r. łącznie z rezerwą strategiczną w jednostkach było 7610 sztuk.
Na początku 1939 r. pułki piechoty i kawalerii oraz samodzielne bataliony strzelców zaczęły otrzymywać karabiny wz. 35. Broń przydzielano w skrzynkach oznaczonych sygnaturą AR I, które zawierały oprócz karabinu, trzy lufy zapasowe, trzy magazynki z nabojami, klucz do wymiany lufy oraz dodatek do „Instrukcji o broni piechoty. Cz. 1 – kb wz. 35” (dodatek ten wydrukowano w liczbie egzemplarzy, odpowiadającej liczbie skrzyń). Otwarcie skrzyń mogło nastąpić jedynie na specjalny rozkaz Ministra Spraw Wojskowych. W lipcu zarządził on zaznajomienie ze sprzętem ograniczonej liczbie żołnierzy – 3 strzelców wyborowych z każdej kompanii strzeleckiej i szwadronu kawalerii, rusznikarza – zbrojmistrza, dowódców kompanii i szwadronów, dowódców batalionów oraz dowódców pułków piechoty i kawalerii i ich pierwszych zastępców. Ponadto mogli być obecni dowódcy dywizji piechoty i brygad kawalerii oraz dowódcy Okręgów Korpusów. Wszyscy uczestnicy strzelania zobowiązani zostali do zachowania ścisłej tajemnicy.
Trzeba jeszcze wspomnieć, że dość późno opracowano sposób transportu broni, co ze względu na jej długość – 1760 mm, stanowiło pewien problem. W piechocie karabin wz. 35 miał nosić strzelec, a na dalszych odległościach mógł być przewożony na biedce amunicyjnej plutonu. W kawalerii sposób transportu wymagał przeprowadzenia prób. Dopiero w maju 1939 r. na polecenie Departamentu Kawalerii MSWojsk. w Centrum Wyszkolenia Piechoty w Rembertowie rozpoczęto takie próby. Wypróbowano przewożenie karabinu umieszczonego na pasie przez plecy strzelca, na specjalnym noszaku (tak jak rkm-y) i na juku amunicyjnym do rkm-u. Ostatecznie zdecydowano się na zakładanie broni przez plecy przez prawe ramię, lufą w dół. Z tego względu należało dokonać pewnej przeróbki, tj. przenieść ucho ze strzemiączkiem z kolby na szyjkę z lewej strony karabinu, dodać ucho ze strzemiączkiem na lufie oraz poduszki pod pas dla ochrony ramienia przed odgniataniem. Konieczne było też zastosowanie specjalnej osłony skórzanej na wylot lufy i zamek, w celu ochrony przed zanieczyszczeniem przy wsiadaniu na konia. Zbyt późne wydanie instrukcji w tej sprawie – 30 sierpnia 1939r., spowodowało, że pułki jej nie otrzymały, a jeśli otrzymały to nieliczne egzemplarze. Broń transportowano więc w inny sposób, np. w 3 pułku ułanów wykonano specjalne noszaki, podobne do stosowanych przy rkm-ach.
„Broń strzelecka Wojska Polskiego, 1918 – 1939” Andrzej Konstankiewicz