Czym powinna charakteryzować się dobra książka historyczna? Na pewno musi zawierać w sobie odpowiednio wyczerpujący materiał (dokumenty, wspomnienia etc.), a także musi być napisana w przystępny sposób, tak, aby nie tylko człowiek interesujący się historią był w stanie ją przeczytać, i co najważniejsze zrozumieć ją. Obecnie na rynku wydawniczym możemy spotkać się z wieloma pozycjami napisanymi właśnie w ten sposób. Jednak niewiele spośród nich może równać się z jednym z najpopularniejszych dzieł literackich dotyczących II WŚ, bo za takie trzeba bez wątpienia uznać „O jeden most za daleko” autorstwa Corneliusa Ryana.
Cornelius Ryan urodził się 20 czerwca 1920 rou w Dublinie. W 1940 roku wyjechał do Londynu, gdzie od 1941 pracował jako korespondent wojenny dla Daily Telegraph. Początkowo brał udział w nalotach bombowych (mówi się o 14 lotach). Następnie dołączył do 3 Armii. generała Georga Smitha Pattona. Opisywał całość jej działań na froncie zachodnioeuropejskim. W 1945 trafił na krótki czas na teatr działań na Pacyfiku. Po roku trafił do Jerozolimy. W następnym roku podjął pracę dla magazynu Time. Wyemigrował w związku z tym do USA. Tam poznał Kathryn Morgan z którą wziął ślub, w 1950 roku dostał obywatelstwo amerykańskie. Jego pierwszym dziełem literackim był „Najdłuższy dzień” (1956), Ryan opisał w nim D-Day, czyli pierwszy dzień lądowania w Normandii. Niecałe 10 lat później napisał kolejną książkę „Ostatnia bitwa” (1965), książka ta opisywała batalię o Berlin. Niewątpliwą zaletą tych książek było to, iż autor przedstawiał w nich opisywane sytuacje z punktu widzenia zarówno aliantów (wschodnich i zachodnich) jak i Niemców. Dawało to czytelnikowi szansę poznania zagadnienia znacznie dokładniej niż w publikacjach opierających się tylko na opowieściach jednej ze stron. Jego największym dziełem była jednak bez wątpienia książka „O jeden most za daleko”. Napisał ją dopiero w 1974 roku. Nie dane mu było poznać zdania opinii publicznej na jej temat. Zmarł na raka 23 listopada tego samego roku, w trakcie trasy promocyjnej. Miał 54 lata.
Gdy na początku września 1944 roku alianckie natarcie w kierunku Niemiec utknęło w miejscu, dowództwo sprzymierzonych zaczęło się zastanawiać co dalej. Powstały trzy koncepcje. Ich twórcami byli amerykańscy generałowie George Smith Patton i Dwight David Eisenhower (zarazem dowódca wojsk alianckich) oraz brytyjski marszałek Bernard Law Montgomery. Po pewnym czasie zielone światło na przeprowadzenie swojego planu otrzymał popularny Monty. Jego plan zakładał zdobycie 5 mostów w Holandii (Eindhoven, Son, Grave, Nijmegen i w końcu Arnhem), siłami 101 DPD, 82 DPD, 1 DPD, 1 SBS i XXX Korpusu, na drodze do granicy niemieckiej, a następnie ominięcie Wału Zachodniego i wkroczenie do Zagłębia Ruhry, przemysłowego serca Niemiec. Miało to zakończyć wojnę jeszcze przed Bożym Narodzeniem, miało być, jak to określił marszałek Montgomery „pełnokrwistym uderzeniem” po którym Niemcy już się nie podniosą. Operacja otrzymała kryptonim MARKET-GARDEN. I to właśnie jej przebieg jest tematem książki Corneliusa Ryana.
Nie jest to typowa książka historyczna, jest to raczej niezwykle długi (600 stron mówi samo za siebie) literacki esej. Ryan opisuje nam Market-Garden z niesłychaną wręcz dokładnością. Dzięki niemu możemy poznać przebieg tej największej operacji powietrznodesantowej niemalże minuta po minucie. Jest tam wszystko czego potrzeba (a nawet troszkę więcej). Możemy się zapoznać ze wspomnieniami uczestników operacji, fachowymi analizami czy też z niezwykle barwnymi opisami samej akcji. Wszystko to czyta się jak najlepszą sensację, jedynie to, iż z góry wiadomo jak wszystko się zakończy psuje nam nieco zabawę.
Pamiętam, że nieraz sam się łapałem na tym, że traktowałem ową książkę nie jak źródło wiedzy, ale jak doskonałą powieść. I tak możemy uznać w rzeczywistości. „O jeden most za daleko” jest napisane językiem niezwykle żywym, przystępnym dla każdego. Ryan zademonstrował cały swój kunszt pisarski oraz historyczny, dotarł do naprawdę wielu uczestników tamtych wrześniowych wydarzeń (od cywili, przez szeregowych żołnierzy aż po najwyższe dowództwo zarówno alianckie jak i niemieckie). Oprócz tego wszystkiego Ryan prezentuje nam swoje doskonałe poczucie humoru. Niejednokrotnie wtrącał, niby mimochodem, takie fragmenty, które potrafią rozbawić człowieka. Oprócz samej operacji Ryan bardzo dużo miejsca poświęcił ocenie działań najwyższego dowództwa sprzymierzonych, a nie jest to ocena pozytywna (zwłaszcza Monty’emu się dostało). Wytyka im niekompetecję, zarozumialstwo, sztywne trzymanie się zasad prowadzenia walki (zwłaszcza Brytyjczykom) oraz wyjątkowo irytujące lekceważenie przeciwnika. I robi to jak najbardziej prawidłowo. Bardzo dobrze przedstawia także działania sił niemieckich. Począwszy od feldmarszałka Modela, przez generała Bittricha aż po zwykłych żołnierzy, walczących na linii frontu, takich jak 21-letni Alfred Ringsdorf.
A tym co nas Polaków powinno cieszyć najbardziej to zgodne z prawdą (uczciwe) pokazanie postaci generała Stanisaława Sosabowskiego, jako jedynego człowieka spośród wszystkich dowódców, który od początku widział niedociągnięcia całego planu (i nie bał się ich wytknąć). Jak wiadomo zapłacił za to, uznano go winnego niepowodzenia całej operacji.
Jednocześnie jest to jedno z najważniejszych (spośród dostępnych na rynku wydawniczym) dzieł zajmujących się tamatyką M-G, a zarazem jedno z najobszerniejszych. Od samego powstawania planu, poprzez planowanie, przygotowania, działania jednostek lotniczych, powietrznodesantowych i naziemnych aż po to co przeżywali cywile i konsekwencje niepowodzenia, pełen przegląd, prawdziwe perełka, oby więcej takich.
Jedyne co mi pozostaje to polecić ją, bo naprawdę warto. Więc jeśli ktoś jeszcze nie czytał to powinien to zrobić jak najszybciej. A jeśli ktoś już czytał… to powinien przeczytać jeszcze raz.