James m. gavin

Biografia

James Maurice Gavin- amerykański generał, dowódca 82. Dywizji Powietrznodesantowej w czasie II WŚ, po wojnie m.in. ambasador USA we Francji.

Od sierocińca w NYC do kopalni w Pensylwanii

James Maurice Gavin urodził się 22 marca 1907 roku w Nowym Jorku, w dzielnicy Brooklyn, jako James Nally Ryan. Jego rodzicami byli irlandzcy imigranci, Katherine Ryan i James Nally. W oficjalnych dokumentach, jako jego ojciec, figuruje Thomas Ryan. W wieku niespełna 2 lat trafił do sierocińca na Brooklynie. W krótkim czasie został adoptowany przez Martina i Mary Gavin, z Mount Carmel w Pensylwanii. Jego nowy ojciec był górnikiem, w kopalni węgla. Ze względu na stałe problemy finansowe w domu, zaledwie 12-letni James musiał porzucić szkołę i pójść do pracy, aby pomóc w utrzymaniu domu. Ten trudny dla niego okres w przyszłości przyniósł mu profity, w postaci umiejętności wytrzymywania długiej i ciężkiej pracy oraz zachowania samodyscypliny. Tymczasem jego rodzice już wybrali mu przyszłość. Uznali, że w związku z niewielkimi możliwościami podjęcia pracy w małym miasteczku, powinien zostać górnikiem. On jednak uciekając z domu 22 marca 1924 roku, miał już inny pomysł na życie.

Trudne początki kariery

Zaraz po ucieczce z domu pojechał pociągiem w kierunku Nowego Jorku, aby znaleźć pracę. Postanowił pójść do wojska. Ze względu na to, że nie skończył jeszcze wymaganych 18 lat i nie miał zgody prawnych opiekunów, powiedział oficerowi, że jest sierotą. Aby umożliwić mu wstąpienie do wojska ustanowiono jego opiekunem pewnego prawnika, który podpisał niezbędne papiery. W dniu 1 lipca Gavin wstąpił do armii składając przysięgę. Od razu został wysłany na Panamę. Pełnił tam służbę przy obsłudze działa, kaliber 155 mm. Jego przełożeni od razu uznali go za wartościowego żołnierza. Sierżant „Chief” Williams uznał, że trzeba dać mu szansę i po pół roku awansował go na kaprala, oraz uczynił swoim zastępcą. Przyszły dowódca „All Americans” praktycznie cały swój wolny czas spędzał w bibliotece, czytając o wielkich dowódcach i ich wspaniałych kampaniach. Chciał uzupełnić swoje braki w wiedzy, dlatego też, za namową sierżanta Williamsa, rozpoczął 1 września 1924 roku naukę w szkole wojskowej w Belize. Po stosunkowo krótkim czasie zdał wszystkie egzaminy, i dzięki ciężkiej pracy, której efektem były bardzo dobre wyniki jakie osiągał, dostał się latem 1925 do West Point. Trzeba tutaj zaznaczyć, że miał znacznie trudniejszy start od reszty kadetów akademii, z dwóch powodów. Po pierwsze był młodszy od nich, a po drugie musiał nadrabiać wszelkie braki w wykształceniu, i to sam. Co ciekawe, podobny problem, związany z fatalną ortografią, miał sam George Smith Patton, który także poświęcał sporo czasu na dokształcanie się, będąc już w West Point. W końcu w 1929 roku James Maurice Gavin ukończył naukę w West Point. Został awansowany na podporucznika. W niedługim czasie potem, bo już 5 października 1929 roku, wziął ślub z Irmą Baulsir.

Raz tu, raz tam. Pierwsze skoki na spadochronie.

Kariera Gavina rozwijała się dalej, w sposób naprawdę obiecujący. Przyciągał swoją postawą uwagę przełożonych. Jego pierwszym przydziałem po Akademii była baza Harry J. Jones niedaleko Douglas, w Arizonie, gdzie spędził blisko trzy lata. Następnie trafił do Szkoły Piechoty Armii Stanów Zjednoczonych, w słynnym Fort Benning w Georgii. Rolę dyrektora placówki pełnił tam, będący wówczas jeszcze pułkownikiem, George C. Marschall, późniejszy szef sztabu wojsk amerykańskich w czasie II WŚ, oraz pomysłodawca „planu Marshalla”. Miejsce to ukształtowało młodego Gavina jako świadomego swej roli dowódcę. Marshall kładł główny nacisk na myślenie w kategoriach pola bitwy, na zrozumienie żołnierzy i ich zachowań podczas walki. Wszystko w myśl zasady: „Chcesz aby twoi ludzie coś zrobili? Więc sam musisz być pewien, że potrafisz to zrobić.” Właśnie to sprawiło, że James Gavin w przyszłości zyskał sobie ogromne uznanie wśród żołnierzy na polach bitew II WŚ. Nie był dowódcą, który sporządzał tylko kolejne plany ataku i wypełniał listy zabitych, rannych i zaginionych, został „generałem spadochroniarzy” i jak pisał Ambrose, najpopularniejszym dowódcą dywizji na ETDW. W roku 1933 przeniesiono go do Fort Sill w stanie Oklahoma. I znowu, jak przed laty, mnóstwo czasu spędzał w bibliotece, studiując prace najlepszych teoretyków wojskowości. Po tym jak spędził półtora roku na Filipinach (1936-1937) gdzie, jak pisał, Amerykanie nadal używali broni rodem z I WŚ, trafił do Vancouver, do 3. Dywizji Piechoty. Awansowano go na kapitana i powierzono dowództwo nad kompanią K w 7. Pułku Piechoty.

Jednakże w międzyczasie jego życie osobiste zaczęło się sypać. Żona Irma, która początkowo jeździła z nim po kraju w końcu postanowiła przenieść się do Waszyngtonu, do rodziców. Pod koniec 1933 roku urodziła się ich córka, Barbara. Gavin, podczas wojny, bardzo często pisywał do niej. Mimo narodzin dziecka, nie udało się uratować małżeństwa Jamesa i Irmy, rozstali się jeszcze przed 1945.

Także jego kariera stanęła w pewnym momencie pod znakiem zapytania. Po Vancouver następnym przystankiem był Fort Ord w Kalifornii, gdzie przypadkowo doznał groźnego urazu oka. Lekarz stwierdził, że sprawa jest poważna i trzeba uważać, aby nie skończyło się naprawdę źle. Jednak „Jumpin’Jim” nie chciał ryzykować swojej przyszłości w wojsku, więc nie zrobił nic, licząc na to, że wszystko samo powróci do normy. Nie była to, jak pokazała przyszłość, jedyna sytuacja w której dość pechowo doznaje poważnego urazu.

W końcu wrócił do West Point, tym razem jako instruktor. Był uważany za naprawdę świetnego nauczyciela, zarówno przez uczniów jak i przełożonych. W tym samym czasie niemiecka machina wojenna zalewała Europę w niesamowitym tempie. Młody instruktor taktyki bardzo uważnie analizował niemieckie posunięcia na Starym Kontynencie. Dokonania niemieckich spadochroniarzy (akcje w Norwegii, zajęcie fortu Eben Emael, opanowanie mostów w Niderlandach) sprawiły, że zaczął interesować się możliwościami wykorzystania wojsk powietrznodesantowych. W przeciągu dwóch miesięcy (lipiec- sierpień) skończył kurs spadochronowy a następnie objął dowództwo nad kompanią C eksperymentalnego 503. Batalionu Piechoty Spadochronowej. Dzięki protekcji znajomych, generał William C. Lee zlecił mu opracowanie technik szkolenia i walki dla oddziałów tego typu. W końcu, 16 października 1941, otrzymał awans na majora.

Na podstawie obserwacji sposobów działań, oraz dokonań spadochroniarzy w Europie, napisał podręcznik dotyczący sposobów wykorzystania wojsk pow-des. Gdy na wiosnę ’42 udało się przekonać dowództwo wojsk amerykańskich do tego, aby stworzyć dywizję powietrznodesantową, wybór padł na 82. DP, na „All Americans”. Gavin, który w drugiej połowie 1942 dostał awans na pułkownika, objął dowództwo nad 505. PPS. Oprócz tego pułku 82. DPD początkowo składała się z: dwóch pułków piechoty szybowcowej a także pododdziałów artylerii, zaopatrzenia, łączności i pomniejszych jednostek. Gavin od samego początku dbał o to, aby jego ludzie przyswoili sobie te same zasady, których on nauczył się w Szkole Piechoty Armii Stanów Zjednoczonych w Fort Benning. Jak pokazała przyszłość, był świetnym nauczycielem. To spod jego ręki wyszli ludzie tacy jak Ben Vandervoort, Julian Cook, Reuben Tucker, Arthur Schultz czy też Waverley Wray. Najlepsi z najlepszych. Ludzie, których historia zapamięta właśnie jako wychowanków generała Gavina.

Przystanek Sycylia

Gdy wyparcie wojsk niemieckich z Afryki stawało się coraz bardziej realne, alianci zaczęli przygotowywać desant na Sycylię. Początkowo wszyscy byli przekonani, że to 101. Dywizja Powietrznodesantowa generała Lee jako pierwsza wejdzie do walki, jednak dowództwo postawiło na „All Americans”. Nie oznaczało to, że Gavin i jego ludzie wezmą udział w desancie. Dopiero po wycofaniu 326. Pułku Piechoty Szybowcowej z planu, co było efektem niedoboru szybowców, James Gavin mógł zacząć przygotowywać swoich spadochroniarzy do pierwszej operacji.

Pierwszym celem była Afryka. Pułk Gavina wyruszył tam 29 kwietnia 1943 roku z portu w Nowym Jorku, a do Casablanki dotarł 10 maja. Dokładnie trzy dni później niemieckie wojska w Afryce skapitulowały. Atmosfera w jednostce była mało ciekawa, wysokie temperatury i nieprzyjazny klimat źle wpływały na samopoczucie Amerykanów. Do tego doszedł jeszcze fakt śmierci trzech spadochroniarzy z 505. PPS na ostatnich ćwiczeniach przed opuszczeniem Stanów Zjednoczonych.

W końcu nadszedł czas na wejście do akcji. Pułk przewieziono do Kairouan skąd 9 czerwca wystartował prosto nad Sycylię. Operacja Husky rozpoczęła się.

Celem jednostki, wówczas jeszcze pułkownika Gavina, było zajęcie obszaru dookoła Geli. Chodziło o opanowanie stref zrzutu oraz zapewnienie bezpiecznego lądowania oddziałom desantującym się na plażach. Ogromne znaczenie miało opanowanie obszaru, na którym znajdowało się 16 bunkrów, z których Niemcy mogli kontrolować pobliskie drogi. Od samego początku Amerykanie mieli problemy. Bardzo silny wiatr, dochodzący momentami do 56 km/godz, rozrzucił spadochroniarzy. W efekcie ledwie 15% spośród nich trafiło tam gdzie powinno. Gavin zdołał zebrać niewielki oddział, w którym byli praktycznie sami oficerowie. Miał ponoć powiedzieć wtedy, że jeszcze nigdy tak nieliczni, nie byli dowodzeni przez tak wielu. Jednak poradzili sobie. Także natarcie Dywizji Pancernej „Hermann-Goering” udało im się odeprzeć. Gavin mógł być naprawdę dumny ze swoich ludzi.

Również desant we Włoszech mógł napawać go radością, że zdołał tak dobrze wyszkolić oddział. Dbanie o żołnierzy było jedną z najbardziej widocznych cech „Jumpin’Jima”. Dokładnie 14 września 505. PPS wykonał swój drugi skok bojowy. Niecałe trzy miesiące później, bo 9 grudnia 1943, Gavin otrzymał awans na generała brygady. Jednocześnie objął funkcję zastępcy dowódcy dywizji, generała Matthew B. Ridgway’a. Na stanowisku dowódcy 505. PPS zastąpił go podpułkownik Herbert Batchellor. Na początku 1944 roku prawie cała 82. DPD została wycofana na Wyspy, gdzie miała się przygotować do inwazji w Normandii.

Normandia- czyli zabawa trwa dalej

Walki we Włoszech, a konkretnie ich niemrawe tempo, nie dawały większej nadziei na szybkie przełamanie niemieckiej obrony w tamtym rejonie Europy. Dlatego też tak wielką uwagę poświęcano otwarciu drugiego frontu. Na miejsce tej nadzwyczaj ważnej operacji wybrano Normandię, leżącą na północnym wybrzeżu Francji. „All Americans” z generałem Gavinem, na stanowisku zastępcy dowódcy, mieli dostąpić zaszczytu wzięcia udziału w pierwszym akordzie operacji „Overlord”. Zadania jakie wyznaczono przez 82. DPD dotyczyły opanowania obszaru pomiędzy St. Mere-Eglise a Carentan, z uwzględnieniem samego St. Mere-Eglise i mostów na rzece Marderet.

Desant jaki nastąpił tuż po północy 6 czerwca mimo iż udał się w znacznie większym stopniu niż ten z Sycylii, nadal pozostawiał wiele do życzenia, o czym mówił później generał Gavin. Do rana udało mu się zebrać 125 ludzi. Mimo początkowych trudności, razem z generałem Ridgewayem, utrzymali spokój w oddziałach. W ciągu kilku następnych dni, a w końcu tygodni (82. DPD spędziła w Normandii 33 dni), „All Americans” wypełnili wszystkie swoje zadania, ponosząc jednak wysokie straty (z 11 770 żołnierzy w jednostce pozostało ledwie 6 545).

Po powrocie na Wyspy jednostka została uzupełniona o nowych żołnierzy, zmiany nastąpiły także na stanowiskach dowódczych. Najważniejszą była zmiana dowódcy dywizji. W miejsce generała Ridgewaya, który objął stanowisko dowódcy XVIII Korpusu Powietrznodesantowego, dowódcą 82. Dywizji Powietrznodesantowej został ledwie 37-letni generał James Maurice „Jumpin’Jim” Gavin, najmłodszy generał w Armii Stanów Zjednoczonych od czasów legendarnego George’a Custera. To iż zasłużył na to stanowisko, miał okazję udowodnić już kilka tygodni później, wraz z rozpoczęciem operacji Market-Garden, największej operacji powietrznodesantowej w historii.

Holandia i „Market-Garden”, „Jumpin’Jim" pokazuje klasę

Operacja Market-Garden miała być potężnym ciosem otwierającym brytyjskiej 2. Armii generała Dempseya drogę do Zagłębia Ruhry, przemysłowego serca Niemiec. Jej pomysłodawca, marszałek Montgomery był zdania, że pozwoli ona zakończyć wojnę jeszcze przez Bożym Narodzeniem Anno Domini 1944. Dywizja generała Gavina miała odegrać jedną z kluczowych ról w tej operacji. Jej zadaniem było opanowanie blisko 20 kilometrowego odcinka na drodze przejazdu XXX Korpusu generała Briana Horrocksa, z mostami w Grave i Nijmegen. Generał Gavin od początku miał spore obiekcje co do całego planu, podobnie jak jego szef sztabu ppłk. John Norton, dowódca polskiej 1. SBS gen. Stanisław Sosabowski, czy też mjr. Brian Urquhart, odpowiedzialny za wywiad. Jednak ufając brytyjskim planistom nie zgłaszał zbyt wielkich obiekcji co do całości przedsięwzięcia.

Rankiem 17 września w niedzielę, potężna armada powietrzna, wyruszyła nad Holandię. Lot był raczej udany, podobnie jak desant, chociaż sam gen. Gavin nie wspominał go potem zbyt dobrze, ze względu na uraz jakiego doznał. Wylądował na bruku uszkadzając sobie kręgosłup. Początkowo lekarz uznał, że nic mu nie będzie, jednak po kilku latach dowiedział się, że podczas upadku doszło do złamania dwóch dysków. Uraz ten doskwierał mu już do końca życia.

Od samego początku Gavin miał problemy z utrzymaniem swojej części korytarza, mimo sukcesu, jakim bez wątpienia było opanowanie mostu w Grave przez kompanię E, porucznika Thompsona z 504. pułku pułkownika Reubena H. Tuckera. Najważniejszy cel jaki stał przed ludźmi gen. Gavina, czyli most w Nijmegen, nadal pozostawał w rękach Niemców, co sprawiało iż cały wysiłek „All Americans” jak na razie szedł na marne. Dopiero brawurowy atak dokonany 20 września przez pododdziały 504. i 505. PPS, wspartych przez Brytyjczyków, pozwolił na zajęcie mostu w stanie nienaruszonym.

Przez cały czas trwania operacji James Gavin dawał pokazy niezwykle sprawnego dowodzenia, umiejętności chłodnej oceny sytuacji oraz pełnego zaangażowania w to co robił. To właśnie za taką postawę został później bardzo pozytywnie oceniony przez autorów pozycji na temat działań na ETDW, jak choćby Ryan’a czy Ambrose’a, który pisał o nim: Wyciągając wnioski na podstawie czterdziestu lat rozmów z byłymi żołnierzami amerykańskimi, nie poparte jednak żadnymi danymi statystycznymi, stwierdzić wypada, że Jim Gavin był najbardziej lubianym dowódcą dywizji na ETDW (Europejski Teatr Działań Wojennych). Niektórzy z byłych żołnierzy nie potrafią sobie przypomnieć nazwisk swoich dowódców dywizji, bo było ich tak wielu, albo dlatego, ze nigdy nie widzieli ich na oczy; inni nie chcą ich pamiętać. Kiedy jednak weteranów "osiemdziesiątej drugiej" pytałem, co myślą o generale Gavinie, najpierw milkli na chwilę, a następnie wybuchali potokiem słów- zuchwały, odważny, uczciwy, sprytny jak diabeł, fajny facet, godny zaufania, przywódca, kochany.

Gavin przerzucając swoje oddziały z jednego miejsca na drugie nie raz uratował i tak fatalnie wyglądającą sytuację, będącą wynikiem stałego naporu oddziałów niemieckich, dając tym samym pokaz niezwykle cennej umiejętności, jaką jest improwizacja na polu walki. Czytając o dokonaniach gen. Gavina podczas całej II WŚ można śmiało dojść do wniosku, że jego postawa w Holandii stanowi przykład tego, jak powinien zachowywać się na polu walki dowódca.

Operacja zakończyła się fiaskiem, mimo wspaniałej postawy wojsk powietrznodesantowych. Nie osiągnięto najważniejszego celu jakim było Arnhem. Jednak mimo zakończenia operacji żołnierzy 82. DPD trzymano w Holandii jeszcze przez długi czas. Jak wspomina szeregowy Arthur „Dutch” Schultz: W Holandii zginęła w końcu na polu bitwy większość oficerów, którzy byli wychowankami generała Gavina. Ich następcy nie mieli nic wspólnego ze stylem dowodzenia Gavina. Słowa te są potwierdzeniem tego jak bardzo generał Gavin był ceniony przez swoich żołnierzy. Nauki, które pobrał w Szkole Piechoty Armii Stanów Zjednoczonych, w Fort Benning w Georgii, od gen. Marshalla nie poszły w las.

Ardeny i las Hurtgen, gen. Gavin walczy dalej

Po wycofaniu z Holandii 82. DPD została skierowana w rejon Ardenów, gdzie miała odpocząć po długich i ciężkich walkach. Jednak historia miała już inne plany względem zarówno „All Americans” jak i całości sił stacjonujących na tym obszarze. Dokładnie 17 grudnia rozpoczęła się niemiecka kontrofensywa w Ardenach. Gavin stanął przed kolejnym wyzwaniem.

Obowiązki „Jumpin’Jima” zostały rozszerzone czasowo na dowodzenie nad całym VIII Korpusem. To on właśnie wysłał 82. DPD w rejon Warbemont a 101. DPD do Bastogne, gdzie jak sam pisał później, zapisała piękną historię. Z racji charakteru walk w Ardenach sam Gavin nie miał zbyt wielu okazji do tego aby popisać się swoimi umiejętnościami, jednak postawa jego podwładnych była wystarczającym dowodem na to, iż jest dobrym dowódcą.

Później przyszły walki w Huertgen Wald, gdzie po raz kolejny już dał przykład tego, iż był dowódcą niepowtarzalnym. W sytuacji gdy wielu oficerów z innych jednostek wysyłało swoich żołnierzy na patrole samemu pozostając w bezpiecznych schronach, on chodził razem ze swoimi ludźmi. Zasady jakie wpojono mu Fort Benning nadal funkcjonowały w pełni.

Wojna się kończy... ale „All Americans” nadal są na szczycie

Wojna powoli zbliżała się do końca. Jednak dla Gavina i jego ludzi nie był to kres wędrówki. Dywizja zakończyła swój szlak bojowy w Ludwigslust, niedaleko Elby, biorąc do niewoli całą 21. Grupę Armii generała Kurta von Tippelskirch's. Warto zwrócić tutaj uwagę, iż marszałek Montgomery był zdania, iż ze względu na obronę niemiecką niemożliwe jest przekroczenie rzeki w tym miejscu. Tymczasem chłopcy Gavina 30 kwietnia przeprawili się przez rzekę niedaleko Bleckede. Następnie przeszli około 60 kilometrów aby na zakończenie 2 maja przyjąć kapitulację Grupy Armii liczącej 150 000 ludzi.

Wydarzenie to w sztabie Bradleya wywołało ponoć niesamowity wybuch śmiechu, jak przyznał w rozmowie z Gavinem sam gen. Omar Bradley. Jeszcze tego samego dnia (2.05) wyzwoliła obóz koncentracyjny w Woebbelin.

Za uwieńczenie chwały generała James’a Gavina i jego 82. Powietrznodesantowej można uznać to, iż w planie desantu na Berlin, jaki alianci przygotowywali w pewnym momencie, cel główny jakim było lotnisko Tempelhof został przyznany do opanowania właśnie „All Americans”. Desant jednak, na szczęście dla dywizji, nie doszedł do skutku.

Generał Gavin po wojnie

Zakończenie wojny nie było końcem błyskotliwej kariery syna irlandzkich imigrantów. Obejmował on funkcje m.in. Szefa Sztabu Sił Sprzymierzonych w południowej Europie i dowódcy VII Korpusu w Niemczech. W roku 1955 dostaje kolejny awans, trzy lata później odchodzi z armii. Rozpoczyna pracę w firmie „Arthur D. Little”. Ma ogromny wkład w jej rozwój. W roku 1961 prezydent Kennedy proponuje mu objęcie stanowiska ambasadora USA we Francji. Gavin zgadza się i pełni tę funkcję przez rok. W ADL pracuje do roku 1977. Jest zdecydowanym przeciwnikiem m.in. polityki prezydenta Eisenhowera oraz wojny w Wietnamie.

W roku 1948 bierze kolejny ślub, tym razem z Jean Emert Duncan. Razem wychowują córkę Jean z pierwszego małżeństwa, Caroline. Ich rodzina z czasem powiększa się o trzy kolejne córki: Patricie, Marjorie Aileen oraz Chloe.

Po wojnie generał napisał pięć książek (On to Berlin, Airborne Warfare, War and Peace in the Space Age, Crisis now oraz France and the Civil War). Bierze udział przy produkcji filmów Najdłuższy dzień oraz O jeden most za daleko.

Umiera 23 lutego 1990 roku. Umiera jako człowiek, który osiągnął w życiu wielki sukces, jako człowiek, któremu 20 września 1944 roku generał Miles Dempsey uścisnął dłoń mówiąc: „Miło mi spotkać dzisiaj dowódcę najwspanialszej dywizji na świecie.” Dywizji, która swoją sławę, w dużej mierze zawdzięcza właśnie generałowi Gavinowi.

Sebastian Pawlina

Źródła

James M. Gavin „Wojna i pokój w erze przestrzeni międzyplanetarnej”, Warszawa 1961
Ryan C., „Najdłuższy dzień”, Warszawa 1990
Ryan C., „O jeden most za daleko”, Warszawa 1990
Ryan C., „Ostatnia bitwa”, Warszawa 1997
Ambrose S.E., „Obywatele w mundurach”, Warszawa 2006
Lucas J., „Pikujące orły”, Warszawa 2002
[http://en.wikipedia.org/wiki/James_M._Gavin]
[http://www.ww2-airborne.us/division/82_overview.html]